Piotr S. Wajda informuje: 

Ochrona aktywów?!? – ale jak?

Jak zachować wartość swojego majątku i rezerw oraz zdolność do działania w czasach turbulencji?
„Zasada numer jeden: Nigdy nie trać pieniędzy. Zasada numer dwa: Nie zapominaj o zasadzie numer jeden” – zwięźle ujął to kiedyś Warren Buffett.
Czy jednak te zasady są nadal realistyczne w obliczu dzisiejszej niestabilnej sytuacji globalnej? Jak można chronić aktywa, jako swoje, nie być nimi szantażowanym, a najlepiej może i nawet strategicznie je zwiększać?
W tym Goldletterze przekażę swoje spostrzeżenia i doświadczenia z ostatnich 36 lat intensywnej pracy w dziedzinie finansów.
Chodzi więc o ochronę majątku oraz o największe nieporozumienia inwestorów dotyczące zabezpieczania aktywów i o skuteczną strategię.
To, że inwestorzy coraz częściej sięgają po sprawdzone i przetestowane aktywa materialne w czasach kryzysu, widać po obecnej sytuacji na rynku złota i srebra – w końcu te metale szlachetne przeżywają nie po raz pierwszy, a spoglądając w starożytną historię ludzkości, jak i w nowoczesną historię rozwoju gospodarki zapewne nie raz ostatni – boom.

A co z innymi surowcami?

Jakie czynniki wpływają obecnie na cenę ropy naftowej?

Nieruchomości zawsze były uważane za dobre zabezpieczenie przed inflacją i bezpieczną inwestycję, lecz czy w dzisiejszych czasach nadal warto po prostu kupić dom lub mieszkanie, betonując, a tym samym unieruchamiając swój kapitał?

I czy próby „Nieruchomościowej dywersyfikacji geopolitycznej” względem najnowszych wydarzeń ze świata ma jakikolwiek sens w kwestii bezpieczeństwa dla plonów swojej pracy i życia?
Tym bardziej „dziś”, gdy opcja szybkiego przemieszczenia się, a tym samym elastyczności kapitału może być bardzo wartościową umiejętnością.
A co z rynkiem akcji?
W końcu handel papierami wartościowymi jest postrzegany w kwestii stabilności dość krytycznie conajmniej – lub najpóźniej – od czasu pęknięcia bańki internetowej.
Ochrona majątku w ponadpokoleniowych przedsiębiorstwach i koncernach, a także w majętnych Rodach od zawsze były i są podstawą planowania i częścią codziennego życia.
Dziś jednak nie dotyczy to już tylko superbogatych.
„Dziś”, często – i niemalże regularnie – tzw. klasa średnia doświadczyła już, co się dzieje, gdy ryzyko staje się rzeczywistością. A takie przypadki przydarzają się zawsze wtedy, gdy ktoś myśli że już o wszystkim pomyślał – w rezultacie jednak robiąc to, co robi większość i o czym najczęściej w tej kwestii słyszał. Należy jednak zawsze pamiętać, że w historii ludzkości większość jeszcze nigdy nie miała racji. Dlatego większość należy do mniejszości.
Lecz większość myśli że wie lepiej – dlatego żyje „skromniej”.

Dlaczego prawie każdy może dziś stać się celem działań politycznych lub regulacyjnych i co naprawdę jest ważne, aby zapewnić ochronę majątku?

Od ponad 21 lat specjalizuje się w ochronie majątku, i śmiem twierdzić, że nie ma nic ważniejszego, od zapewnienia sobie geopolitycznie neutralnego sposobu przechowywania wartości swojego majątku, poza systemem finansowym – bankowym – i fiskalnym.
Ale przed czym właściwie chroni się majątek dzisiaj?
Przed błędnym przekonaniem! Największym błędem naszych czasów jest założenie, że majątek jest bezpieczny tylko dlatego, że był „dochodowy” lub dlatego, że nie został wydany na przyjemności, ale mądrze zainwestowany.
Jak np.:
– Pieniądze zaoszczędzone na koncie bankowym.
– zakupione obligacje.
– Posiadanie w skrytce bankowej lub w domu kupionego Złota czy/i srebra.
-Nieruchomość która spłaciła się już lub została częściowo spłacona.
– Solidnie zdywersyfikowany portfel inwestycyjny.
– Zyski z kryptowalut, itp., itd.

Często – aby nie pisać że zawsze – przy tym wszystkim pomija się fakt, że aktywa są odporne na kryzysy tylko wtedy, gdy nie są podatne na ryzyko. 

I właśnie tutaj większość ludzi popełnia fundamentalny błąd. Posiadanie majątku na własne nazwisko na terenie UE to najdroższy i najbardziej ryzykowny błąd, jaki można popełnić w dzisiejszych czasach. Jest to niemalże tak nieodpowiedzialne w swych skutkach, jak przekazanie swoich źródeł dochodu w postaci firm wraz z całym majątkiem pod legislacyjną zmienność krajowego konstruktu prawa stanowionego zwanego „Fundacją rodzinną”.

Mało kto wie lub pamięta, że w całej Europie i nie tylko, niezależnie od panującego ustroju politycznego istniały już ustawy i dekrety, takie jak w Niemczech o wyrównaniu obciążeń z 1952 roku, która nie została zniesiona, a jedynie uchylona. Podstawa prawna istnieje do dziś i została formalnie utrzymana oraz dostosowana do obowiązujących przepisów w ostatnich latach. Państwo przejmowało wówczas do 50 procent majątku prywatnego – w tym nieruchomości, przedsiębiorstwa i oszczędności.

W latach 50. i 60. XX wieku w Polsce funkcjonowało szereg przepisów, dekretów i ustaw, które w praktyce prowadziły do zawłaszczania, nacjonalizacji lub konfiskaty majątków oraz kapitału prywatnego. Działania te były elementem od-budowy gospodarki.
Najważniejsze z nich to:
  • Reforma walutowa z 28 października 1950 r.: Ustawa o zmianie systemu pieniężnego, która była faktycznie konfiskatą części kapitału pieniężnego obywateli. Gotówka została wymieniona w stosunku 100:1, ale oszczędności bankowe w stosunku 100:3, co drastycznie obniżyło realną wartość prywatnych pieniędzy.
  • Ustawa o zakazie posiadania walut obcych (1950): Ustawa z 28 października 1950 r. nakazywała sprzedaż walut obcych, złota i platyny państwu, co oznaczało przymusowe przejęcie prywatnych zasobów kapitałowych.
  • „Bitwa o handel” (przełom lat 40/50): Choć rozpoczęta wcześniej, jej skutki odczuwano w latach 50. Poprzez drastyczne podatki i administracyjne zakazy zlikwidowano blisko połowę prywatnych przedsiębiorstw handlowych, przejmując ich majątek.
  • Ustawa o odpowiedzialności karnej za przestępstwo przeciw własności społecznej (1959): Tzw. „ustawa czerwcowa” pozwalała na orzekanie przepadku mienia w całości lub części jako kary dodatkowej, co było szeroko stosowane do przejmowania majątków prywatnych.
  • Konfiskaty mienia za „przestępstwa gospodarcze”: W latach 50. i 60. sądy orzekały przepadek mienia (nieruchomości, samochodów, pieniędzy) wobec osób oskarżanych przez władzę o szkody gospodarcze.

A jeśli komuś może przyjść do głowy że kwestie powyższe praktykowane były w czasach innego (PRL) ustroju, należy uwzględnić fakt, iż kadra polityczna pozostała ta sama a dzisiejsze obciążenia w postaci zwiększającego się deficytu gospodarczego jak i zadłużenia kraju oraz żyjących na jego terenie obywateli, opcje dające możliwości wyjścia z tej sytuacji – która kiedyś będzie musiła być „jakoś” zbudżetowana – stają się bardzo przejrzyste, a względem ustawowej dematerializacji branży produktów finansowych – przewidywalne. 

Zadajmy sobie proste pytanie:

Biliony euro długu w krajach UE które – jak przekonaliśmy się już wielokrotnie z autopsji żyruje „swoimi majątkami” na wzajem, – rozpadającą się infrastrukturą, rosnącymi wydatkami na cele socjalne i obronne, starzejącym się społeczeństwem i coraz mniejszą liczbą podatników netto.

Skąd pochodzić mają niby te pieniądze, które wymagane będą do spłaty wszystkich tych kredytów, pożyczek i dotacji?

Historycznie rzecz biorąc, odpowiedź nigdy nie brzmiała: „wszyscy dostają i oddają to i tyle samo”. Zawsze pochodziły od tych, którzy coś mają. Którzy względem swojego zaangażowania wykazali się wartością umożliwiającą im odłożyć jakieś rezerwy lub zbudować majątek.

Bogaci ludzie – a w szczególności klasa średnia zawsze byli i są wygodną grupą docelową polityki. Stanowią mniejszość, a zarazem są grupą, która ma więcej niż przeciętnie ale jeszcze nie są na tyle silni i świadomi, aby znaleźć się po stronie stawiających warunki polityce.

Nie organizują się, łatwo ich atakować moralnie, i nie potrafią zadbać o swoje plony z powodu podążania za rynkowym hałasem.

Każdy, kto uważa, że ​​to sianie strachu, powinien mniej patrzeć na nagłówki, a bardziej na projekty ustaw, dokumenty UE i debaty budżetowe. Przymusowe pożyczki, daniny specjalne i podatki od majątku oraz od nierealizowanych zysków – to nie teorie spiskowe, ale realne instrumenty polityczne, o których otwarcie się dyskutuje i które w dużej mierze już działają.

Aktywa są odporne na kryzysy tylko wtedy, gdy nie są podatne na ryzyko spekulacji i wywłaszczenia.

W tym celu należy wykluczyć czynnik ludzkiej chciwości oraz geopolitycznych zapędów.

I właśnie w tym miejscu większość ludzi popełnia błąd.

Zbudowałeś lub stworzyłeś coś?

Nieruchomość, firmę, portfel inwestycyjny, spadek?

W takim razie jesteś dotknięty ryzykiem szantażu. Historyczne „wyrównywanie obciążeń” nie rozróżniało między „drobnymi oszczędzającymi” a „dużymi przedsiębiorcami”.

Każdy, kto miał aktywa, był wzywany do „odpowiedzialności obywatelskiej”. Kropka.

Niezależnie od tego w jakim stopniu osobiście zasłużyłeś sobie na poziom kary za winę jaką ci przypisano względem tragicznej sytuacji ekonomicznej za którą musisz ponieść „adekwatną karę”.

I tu tkwi kluczowa różnica: nie między bogatymi a biednymi, ale między świadomymi a nieświadomymi, czyli przygotowanymi a nieprzygotowanymi.

W Niemczech są zamożne rodziny, które nie tylko przetrwały każdy kryzys ostatnich dekad, a nawet stulecia, ale wykorzystały go, by wyjść z niego silniejsze i zamożniejsze.

Nie dlatego, że miały szczęście, ale dlatego, że wcześnie zrozumiały, że aktywa bez odpowiedniej struktury są podatne na zapędy i ataki – i zareagowały przedwcześnie – w porę.

Ci, którzy dojrzeli i zbudowali czyste, legalne sposoby ponadpokoleniowego zarządzania swoim majątkiem, nieszukające popularności ni rozgłosu – a tym samym dla przypadkowych „odkrywców” niewiarygodne – znajdują się zawsze w innej – odwrotnie do większości – sytuacji w czasie kryzysu.

Nie dlatego, że coś ukrywają, ale dlatego, że prawo zawsze reaguje na formę.

To nie żadna kombinacja czy sztuczka. To architektura rzeczywistości.

… I to ona decyduje, czy dzieło życia pozostanie chronione – czy stanie się podatne na polityczne wykorzystanie.

Które strategie okazały się skuteczne w czasie kryzysów?

Istnieją trzy zasady, które przetrwały każdy rząd, każdą walutę i każdy kryzys:

1. Aktywa rzeczowe zamiast obietnic.

Pieniądze na rachunku bankowym to wierzytelność. Obligacje to należności wynikające z obietnicy – czyli wierzytelność.

ETF-y to konstrukcje należności – wierzytelność.

To wszystko to oczekiwane należności a funkcjonują tylko tak długo i wtedy, jak długo i jeśli dłużnik jest stabilny i wypłacalny.

Nieruchomość istnieje fizycznie, lecz ze względu na szybką, łatwą i dzięki scentralizowanym hipotekom oraz księgom wieczystym bezpośrednią możliwość obciążenia podatkiem lub hipoteką na rzecz „ratowania krajowego deficytu” ryzykowne.

A jeśli komuś wydaje się mądrzejszą decyzją inwestowanie w nieruchomości na rynkach międzynarodowych, a może nawet i poza Unią Europejską, najwyraźniej zapomina, że sytuację którą mamy, jest sytuacją globalną – a nie lokalną. Inwestycje takie zatem nazwać można śmiało: Jurysdykcyjnie Zdywersyfikowanym Ubezwłasnowolnieniem.

Złoto istnieje. Lecz również złoto, ze względu na zapędy krajowej administracji i jej wpływy na wewnętrzny, krajowy handel kruszcem winno być bezpiecznie i płynnie przechowywane poza juryzdykcja UE.

Produktywne przedsiębiorstwo istnieje. Lecz ponieważ historia się nie powtarza tylko rymuje, kwestie z lat 50-60 powinny być w szerokiej perspektywie długoterminowego planowania uwzględnione.

Aktywa rzeczowe mają jednak zawsze swoją wartość wewnętrzną, niezależną od większości politycznych czy rynkowych wypaczeń.

2. Dywersyfikacja w ramach systemów, a nie tylko produktów. Wiele osób dywersyfikuje w ramach jednego systemu: różne banki, różne ETF-y, wszystkie w euro (lub w różnych walutach), wszystkie zgodnie z prawem bankowym – czyli zgodnie z warunkami emitenta danego wynalazku inżynierii finansowej.

To nie jest żadna dywersyfikacja.

To jest koncentracja.

Cypr 2013. Grecja 2012.

Kontrola kapitału = przymusowe opłaty + zamrożone konta – w Europie.

Dywersyfikacja systemowa oznacza: inne jurysdykcje prawne, inne opcje dostępu, inne zasady gry.

3. Struktura prawna.

Właściwa struktura decyduje o sposobie traktowania aktywów – pod względem podatkowym, odpowiedzialności i politycznym.

Aktywa prywatne będące w bezpośrednim posiadaniu są najłatwiejszym łupem.

Dlatego należy je uniezależnić od wpływów legislacyjnych, fiskalnych i geopolitycznych. 

Kapitał bez strategii to żaden kapitał; to po prostu ogromne ryzyko.

Który czynnik ryzyka jest najbardziej niedoceniany?

Państwo i politycy. Mają oni całkowitą władzę nad wszystkimi, którzy grają według nich nieuczciwie, – mając „za wiele” -, a każdy, kto powierza swój ciężko zarobiony majątek państwu i decyzjom potencjalnie skorumpowanych polityków, jest bez szans na pomoc.

Niemcy są jednym z niewielu krajów, w których ustawa o podatku od majątku z lat 50. XX wieku formalnie nadal obowiązuje. Wtedy konfiskowano do 50% majątku – przez dekady, ale nieodwołalnie. Sytuacja wyjściowa jest dziś obiektywnie bardziej napięta niż wtedy.

I żeby nie było…, polskich ustaw i dekretów z lat 50-60 jest uśpionych – czyli nieodwołanych – znacznie więcej. To zupełnie tak, jak z cenami ropy podczas kryzysów. Gdy ropa drożeje, drożeją też wszystkie towary, argumentując wyższymi kosztami dostawy i energii. Gdy jednak „po sytuacji kryzysowej” ropa tanieje, ceny towarów pozostają na dotychczasowym poziomie.

Dlaczego więc rezygnować z funkcjonującego sposobu ustawowego, umożliwiającego samoobsługę w plonach i dorobku życia obywateli?

Drugim niedocenianym czynnikiem wysokiego ryzyka jest własna rodzina. Brak testamentów, niejasne kwestie sukcesji i emocjonalne decyzje niszczą majątek bardziej niż jakikolwiek kryzys. A czasami – choć rzadko – bardziej niż stworzone wynalazki koncentrujące majątek za pośrednictwem polskich fundacji rodzinnych.

Istnieją rodziny tracące miliony z powodu nierozwiązanych spraw spadkowych i sukcesyjnych. Ochrona majątku to dziś KONIECZNOŚĆ dla każdego, kto posiada znaczny i nieznaczny kapitał!

Taki kapitał zaczyna się już od 10.000 euro i sięgać może kilkuset milionów.

Czy każda klasa aktywów finansowych potrzebuje fundamentalnego przemyślenia swojego sensu względem dzisiejszych zagrożeń?

Tak! I każdy, kto nadal to kwestionuje, nie rozumie ryzyka.

Nie żyjemy już w czasach, w których można po prostu „inwestować” aktywa i zostawić je w spokoju. Ramy prawne zmieniają się zbyt szybko: interwencje polityczne, presja regulacyjna, zadłużenie publiczne, debaty o redystrybucji.

Bogactwo bez strategii to nie bogactwo; to po prostu ogromne ryzyko. 

Każda klasa aktywów niesie ze sobą własne ryzyko. Nieruchomości są widoczne i łatwo poddawane politycznej analizie – zwłaszcza w związku z nowymi przepisami AMLA (przeciwdziałania praniu pieniędzy). Aktywa korporacyjne podlegają odpowiedzialności. Ujawnione inwestycje prywatne podlegają regulacjom. Równe traktowanie wszystkich tych elementów niczego nie chroni. Właśnie dlatego potrzebujemy dziś kompleksowej strategii dotyczącej aktywów, która koncentruje się nie na zyskach, ale na ochronie, dostępie i formie.

Należy z jak największym wyprzedzeniem ulokować jak najwięcej majątku w fizyczną ekonomię i z dala od patologii UE – nie dlatego, że coś wydarzy się jutro, ale dlatego, że wydarzy się w końcu.

Niezależnie od tego, czy chodzi o podatki od majątku, opłaty specjalne, interwencje polityczne, czy inne formy redystrybucji rządowej, jedno jest historycznie pewne: kiedy dostęp się pojawi, pojawi się niezapowiedziany i zamaskowany powód.

A kiedy już się pojawi, jest za późno na reakcję. Dlatego ochrona rezerw, kapitału i majątku nie jest czymś, co można zrobić „w końcu”.

Wszystkim czytelnikom życzę odwagi do inności i własności. Bo tyle wolności, ile własności.

Oddany Prawdziwym Wartościom

Piotr S. Wajda