„ZYSKI“, CZY ROZUM?

 

Według zmarłego w roku 2005 Szwajcarskiego Bankiera Ferdinanda Lipsa, poziom zamożności społeczeństwa poszczególnych krajów, zależy od poziomu edukacji oraz średniego IQ obywateli.

Patrząc z perspektywy czasu na minione 25 lat Polskiego rynku „Inwestycyjnego“, rozpatrując w szczególności produkty inżynierii finansowej oraz poziom rozwoju świadomości polskiego społeczeństwa w stosunku do pozostałych krajów wspólnoty europejskiej, powyższe stwierdzenie tego legendarnego Bankiera i Inwestora nie stawia mieszkańców RP w najlepszym świetle. Wręcz przeciwnie.

Biorąc pod uwagę średni poziom zamożności polskiego obywatela w porównaniu z pozostałymi krajami UE miejsce przedostatnie nie powinno nikogo satysfakcjonować. Jedynie Rumunia wypada w tych wynikach biedniej od Polski więc może być to niejako drobnym pocieszeniem dla nieogarniętych optymistów.

Ciężko jest jednak dojść do pozytywnych wniosków obserwując szerokie spektrum oferowanych na rynku polskim rozwiązań finansowych, które w pozostałych krajach członkowskich nie dopuszczone byłyby do dystrybucji, oraz brak konsekwencji w działaniach polskiego społeczeństwa pomimo tak wielu porażek jak również praktycznych przykładów wywłaszczenia i okradzenia ich z ciężko zarobionych środków.

Nasuwa mi się zupełnie nowe znaczenie tak powszechnie używanego określenia pośród działających w Polsce doradców finansowych, kuszących swoich klientów swoimi ofertami, sugerując doprowadzić potencjalnego klienta do, – ach jakże upragnionej -, wolności finansowej. Dziś jest już dla mnie jasne że określenie; „Wolności Finansowej“ jest niezmiernie trafnym, ponieważ oferowane instrumenty finansowe skutecznie uwalniają klientów od ich finansów.

PALMY, HAMAK, PLAŻA…

fotolia
fot. fotolia

Nie dalej jak dwadzieścia lat temu, w mediach niemalże bez przerwy emitowane były reklamy „Przyszłości Polaków“. Palmy, hamak, złote piaski na przepięknej plaży, „Kasy jak lodu“, i sielanka. Teksty typu; „I my Polacy będziemy podróżować po całym świecie i żyć jak pączek w maśle“, itp. No cóż, oferowane rozwiązania „Palmowe“ okazały się być jednym wielkim niewypałem, a miliony Polaków utopiło swoje pieniądze bez możliwości umoczenia choćby jednej stopy w oceanach z reklamy. Ale jak wiemy, pieniądze nigdy nie giną, zmieniają jedynie właściciela. I w tym przypadku nie było inaczej. Niespotykanie nigdzie indziej, poza terenem Polski, wysokie koszty prowizji dla sprzedawców tych zbawiennych konstruktów, koszty administracyjne oraz wiele innych pozycji, pozwoliły emitentom tychże rozwiązań na błyskawiczny rozwój wyściełany wspaniałymi sukcesami, a zarządowi instytucji mającej na celu kontrole tych rozwiązań oraz odpowiedzialnemu za dopuszczenie owych rozwiązań do dystrybucji umożliwiło znalezienie się na liście najbogatszych Polaków.

Przykład Polis Inwestycyjnych nie powinien wymagać wielkiego opisu ponieważ nie należy on do dalekiej przeszłości a wyniki tych „rozwiązań inwestycyjnych“ znane są przeważającej większości z własnego przykładu. Nie ukrywam że i w tym przypadku określenie „rozwiązanie inwestycyjne“ nabiera dla mnie nieco innego niż powszechnie rozumiane znaczenia. Nasuwa mi się slogan: „Zadbaj o swoją przyszłość! Zainwestuj za pomocą naszego rozwiązania“. A małym druczkiem dopisane; a my rozwiążemy twoją inwestycje, – przepraszam, – twój problem inwestycyjny.

… ALE TERAZ BĘDZIE LEPIEJ

Oj tam oj tam. Pomyłki zdarzają się każdemu a na błędach człowiek się uczy. Człowiek owszem, ale czy Polak?

Kolejnymi rozwiązaniami obiecującymi „ZŁOTE GÓRY“ były Św. Pam. OFE, albo rozwiązania znane pod pseudonimem IKE lub noszące ksywę IKZE.

Tematyce tej poświęciłem wiele miejsca w moich artykułach w latach 2012, 2013 oraz kolejnych, jak również cały rozdział w mojej książce „Podatek od złudzeń“, wydanej w grudniu 2013 roku.

Tym czasem zarządcy RP nieustannie obmyślają kolejne plany podniesienia standardu życia statystycznego polaka. Choćby nawet poprzez możliwość oddania swojego domu lub mieszkania na poczet instytucji finansowej za pół ceny, wycenionej przez rzeczoznawcę tejże instytucji, w zamian za dożywotnio parę stówek na przeżycie. Jest to niezmierne udogodnienie dla kogoś kto całe życie ciężko pracował aby mieć „swój“ „własny dach nad głową“, a teraz nie ma na przeżycie ponieważ przymusowe składki na rzecz instytucji zwanej ZUS, mającej zapewnić mu jego emeryturę, zostały zutylizowane.

Kolejnym pomysłem podniesienia poziomu bytu przeciętnego mieszkańca RP jest budowa slamsów. Standardowe mieszkania o średniej wielkości 37m2, ( pokoje hotelowe w krajach rozwiniętych, czyli u wszystkich naszych przygranicznych sąsiadów, są większe ), mają dać możliwość……, no właśnie, czego? Czy to ma być wyższy standard życia czy też kompletne uzależnienie i zniewolenie? Z filmów, w których akcja dzieje się po części w tak zwanych osiedlach robotniczych, znamy takie standardy z „wysokiej półki“, gdzie z reguły firmy lub koncerny dawały swoim robotnikom miejsce zakwaterowania na „korzystnych“ warunkach. Pewnie zastanawiasz się co ten przykład ma do rzeczy z obecnymi planami budowy wspomnianych slamsów w Polsce. To dobrze. Dla mnie jest to swego rodzaju etapowe zwycięstwo. Jako przedstawiciel gatunku Homo Sapiens powinieneś się nad tym zastanowić. I nie tylko nad tym. Wręcz apeluję do Ciebie, drogi czytelniku, abyś zaczął korzystać ze swoich zdolności do myślenia.

Fakt iż budowa slamsów odbije się negatywnie na rynku nieruchomości będzie jedynie skutkiem ubocznym. Porównywalnym z nowotworem na którego zachorowania wzrosły o 400% w okresie ostatnich 25 lat. Dopasowanie standardu podatkowego od nieruchomości do europejskich, podatek katastralny oraz ustawa Solvency II pozwoli efektywnie zrujnować polski rynek nieruchomości który na chwilę obecną przewartościowany jest w stosunku do niemieckiego o 250-300%. Pozwoli to również ostatecznie wyjaśnić różnicę znaczenia określeń; Właściciela – a – Posiadacza. Ale to już z innej półki.

A TERAZ, TERAZ TO JUŻ BĘDZIE TYLKO DOBRZE!

Banki w razie zagrożenia bankructwem mogą skonfiskować oszczędności swoich klientów! Zupełnie legalnie! Ta skandaliczna ustawa to wynik dyrektywy unijnej, którą Polska musiała wprowadzić. Według dyrektywy BRRD (Bank Recovery and Resolution Directive) i ustawy pro-cedowanej przez Sejm zagrożone są osoby, które mają w jednym banku ponad 100 tys. euro, czyli równowartość koło 430 tys. zł. Takich osób w Polsce jest około 400 tysięcy!

Fundamentalne, naturalne i niezbywalne ludzkie prawo do własności i jej ochrony zapisane zostało w art. 64 Konstytucji RP. Prawo własności może być niekiedy administracyjnie ograniczone, na przykład w przypadku ustanowienia służebności lub przymusowego wywłaszczenia z nieruchomości za stosownym odszkodowaniem, ale nie zniesione. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko wtedy, gdy są konieczne dla zapewnienia bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw, o czym jasno stanowią przepisy art. 64 ust.3 oraz art. 31 ust.3 Konstytucji RP.

Nowa ustawa o BFG w art. 201 ust.1 przyzwala natomiast na całkowite unicestwienie prawa własności i umorzenie wierzytelności po stronie wierzyciela upadającego banku i uzasadnienie tego koniecznością dokapitalizowania upadającego podmiotu. Takie uzasadnienie jest niedopuszczalne dla ograniczenia jakiegokolwiek konstytucyjnego prawa, a tym bardziej dla naruszenia istoty prawa własności, czyli jego unicestwienia mocą uchwały wydanej przez administracyjny organ państwa.

„Pewne jest, że czeka nas jeszcze upadłość kilku banków i ta agonia może się przeciągnąć o kilka miesięcy i nastąpić w 2017 r. Ale to nie będzie wynikać z tego, że w tym roku wszedł podatek bankowy, tylko z tego, że te banki były źle zarządzane, a nadzór instytucjonalny działał źle“ – zaznaczył były wiceminister finansów, który za tą niedyskrecję został zdymisjonowany.

Jeżeli z czystej naiwności istnieją osoby uważające że owe rozwiązanie dotyczą jedynie ten 1% klientów posiadających powyżej 100 tyś euro to muszę was rozczarować. Banki działające w Polsce, których wartość na GPW spadła w latach 2008-2016 nawet o 60-90% i które definitywnie znajdują się na liście zagrożonych upadłością, mają 20 do 70 miliardów PLN aktywów swoich klientów. Bankowy Fundusz Gwarancyjny ma jedynie około 10 miliardów do dyspozycji. Natomiast ten jeden procent klientów posiadających powyżej sto tysięcy euro nie doszło do takich pieniędzy przypadkowo i już dawno rozpoczęli transfer swoich środków. Przykładem powinien być Cypr i wydarzenia roku 2013. Jeszcze przed rozpoczęciem procesu grabieży z banków cypryjskich przetransferowano ponad 77% największych depozytów poza strefę zagrożenia a wszyscy pozostali mieszkańcy Cypru zapłacili utratą niemal połowy wszelkich swoich oszczędności. Nie mówiąc o podwyższeniu podatków w związku z częścią strat które musiało ponieść Państwo. Przykładem kolejnym niech będzie Austria która zupełnie zniosła BFG przekazując tym samym zupełnie odpowiedzialność upadłości banków na podatników oraz klientów banków pozostałych które w ramach prób ratowania swoich interesów oraz zagrożenia wynikającego ze ścisłych powiązań międzybankowych poniosą koszty i przejmą zobowiązania związane z upadłością.

Ostatecznie wypowiedź Polskiego wysokiego urzędnika państwowego i reprezentanta ministerstwa finansów: „Lepiej dostać część swoich pieniędzy niż stracić wszystko“, powinna dać do myślenia każdemu jak również wyraźnie wskazać stronę którą reprezentują urzędnicy państwowi.

Nie powinno to wszystko jednak dziwić znawców materii, ponieważ od wielu lat do czynienia mamy z szeregiem Unijnych przepisów i ustaw sprzyjających antyspołecznym działaniom instytucji finansowych. Warto również wiedzieć że Polskie Prawo Bankowe z dnia 29 sierpnia 1997 w artykule drugim mówi: „Bank jest osobą prawną utworzoną zgodnie z przepisami ustaw, działającą na podstawie zezwoleń uprawniających do wykonywania czynności bankowych obciążających ryzykiem środki powierzone pod jakimkolwiek tytułem zwrotnym“. Oczywiście bez zobowiązań i bez żadnych konsekwencji!

WYDARZENIE ROKU

Powyżej wymienione i jedynie częściowo opisane aspekty są niezwykle istotne jeżeli chcemy mówić o inwestycjach. To jest jak szkielet dla ludzkiego organizmu, pozwalający aby nasze ciało nabrało kształtu dając skórze formę a naszym mięśniom i wnętrznościom stabilność. Od lat do czynienia mamy z pseudo-gospodarką a określenia i znaczenie poszczególnych słów jest dla przeważającej większości pospólstwa niezrozumiałe. Memetycznie pozytywnie obsadzone określenia są zmanipulowanym i odwróconym obrazem rzeczywistości a wykorzystywane do tego celu instrumenty medialne doskonale odgrywają swoją rolę. Podczas gdy „INWESTOR“, – tak naprawdę spekulant, – podobnie jak „KONSUMENT“, są największymi szkodnikami dla gospodarki, a co za tym idzie dla społeczeństwa, powoływane są do życia szeregi stowarzyszeń i instytucji mających na celu wspomaganie i ochronę tych niszczycielskich gatunków.

W pierwszych dniach czerwca miałem okazję wzięcia udziału w trzydniowym wydarzeniu roku dla inwestorów w Polsce. Przynajmniej tak było to rekomendowane. Zapowiedziało się ponad 1500 inwestorów i ponad 250 Polskich multimilionerów. Z ogromnym zaciekawieniem pojechałem więc na to wydarzenie uznając to za wspaniałą okazję ponieważ, co ważne, było to pierwsze moje tego typu doświadczenie w Polsce. Wrażeń z tego spotkania wyniosłem tak wiele, że w tej chwili nie wiem od czego zacząć, a gdybym chciał tematycznie i szczegółowo opisać wszystkie moje wrażenia to potrzebowałbym zapewne co najmniej serie 7 lub 8 kilkustronowych artykułów. Jedno jest jednak pewne. Moje serie pytań do prowadzących spotkania nie wywarły zbyt dobrego wrażenia na prelegentach, tym bardziej że w większości pozostawały bez odpowiedzi.

Psycholodzy biznesu mówiący o bólu który trzeba znosić grając na giełdzie. To tak jak ze świadomością faktu związanego ze złamaniami kończyn. Wiemy że miejsce raz złamane zazwyczaj po zrośnięciu się jest mocniejsze od pozostałej części kończyny. Jednak ciężko byłoby, dla mnie rzecz jasna, namówić kogoś do serii celowych złamań w celu wzmocnienia swojego szkieletu. Choć mam wrażenie że chętnych było wielu. Specjalista od Funduszy Inwestycyjnych natomiast rozpoczął swój wykład od ubolewania nad brakiem zaufania polskiego inwestora do managerów zarządzających funduszami. Pozwolił sobie nawet na porównanie „zachowań“ polskiego inwestora z niemieckim odnosząc się do inwestycji w TFI i podkreślając spekulacyjne nastawienie polskiego klienta, negując takie zachowanie. Kończąc jednak zaoferował rozwiązanie tego problemu za pomocą usług platformy która regularnie kilka razy w miesiącu analizować będzie portfel posiadanych przez klienta TFI i sugerować będzie zmiany funduszy na inne. Ekspert od surowców przedstawiła taką gamę wykresów jak gdyby miała na sali 200 analityków a nie wystraszonych potencjalnych klientów oczekujących przydatnych dla nich informacji. Jej argumentacja skupiała się na bankowych stopach procentowych oraz możliwościach reakcji spekulantów giełdowych w razie ich zmian. Niestety jednak co do pytań dotyczących realnego zapotrzebowania poszczególnych surowców w przemyśle oraz inwestycji w fizycznie istniejące, realne surowce, czyli kupić i posiadać, nie miałem okazji otrzymać ponieważ dostałem możliwość zadania jednego pytania na którego odpowiedz czasu brakło. Jakoś odniosłem wówczas wrażenie że dorobiłem się złej opinii wśród prelegentów. Szczytem tego kongresu, dla mnie oczywiście, było spotkanie z analitykiem który przygotował dwu godzinny wykład, z prezentacją i wykresami rzecz jasna, wykazując ścisłe powiązania rozwoju gospodarczego, finansowego i geopolitycznego z przepowiedniami Nostradamusa. Tą część pozostawię bez komentarza.

Żaden z prelegentów nie nawiązał do wpływu masywnego dodruku wirtualnego pieniądza na rozwój rynków inwestycyjnych. Ponad 4 biliony USD które zostały wpompowane w rynek w latach 2008-2014. To przyrost 500% głównej światowej waluty rozliczeniowej. A co z 60-ma miliardami euro miesięcznego dodruku EBC waluty euro? Czy to również nie ma i mieć nie będzie żadnego wpływu na inwestycje? A że polskiej śmieciowej waluty PLN przybywa miesięcznie o 10% w stosunku do sumy znajdującej się w obrocie to też fakt bez znaczenia? A to że w realnej gospodarce dziennie na świecie sprzedaje się towarów i usług na kwotę ok. 30 miliardów dolarów, natomiast dziennych transakcji przeprowadzonych przez wszystkie instytucje finansowe na kwotę ponad 13 bilionów, czy to też ma jakieś znaczenie dla inwestorów? No cóż, przy takim poziomie prelegentów takiego wydarzenia inwestorom można jedynie współczuć a pod stwierdzeniem Ferinanda Lipsa, cytowanym w pierwszych zdaniach tego artykułu, można się jedynie podpisać.

PODSUMOWANIE

Jeżeli udało ci się doczytać ten Artykuł do tego miejsca, pomimo bezustannej krytyki, wytykania, sarkazmu, obelg i pesymizmu, to serdecznie gratuluje. Życie jest zbyt krótkie a na swoje pieniądze każdy z nas w taki czy inny sposób sobie zapracował. Zasługujemy więc wszyscy na godne życie i lepszą przyszłość. Jeżeli trzeba więc, a w tym przypadku koniecznie trzeba, to musi czasami zaboleć i wstrząsnąć. Uczestnicy prowadzonych przeze mnie spotkań czy moich wykładów wiedzą że nie należę do osób dyplomatycznych, owijających w bawełnę, ponieważ uważam że na to nie mamy czasu. Niestety, dotarcie do źródła oznacza poruszanie się pod prąd. Jeśli w trakcie czytania tego artykułu poczułeś się urażony w swój „Boski Intelekt“ lub w swoją „dumę narodową“, to dobrze. Ten artykuł był skierowany właśnie do ciebie. Nie powinieneś się bowiem kierować wartościami które mają ogromne dla nas wszystkich znaczenie, a które w perfidny, zmanipulowany sposób wykorzystywane są przeciwko społeczeństwu. Według Barona Rothschilda trwa największy eksperyment monetarny w Historii.

011
fot. archiwum Valores Veri

Od ponad 11 lat podróżuję po wielu krajach ostrzegając w moich wykładach przed skutkami i konsekwencjami związanymi z systemem finansowo-monetarnym, wskazując jednocześnie rozwiązania i sposoby zabezpieczenia swoich środków przed inflacją, spekulacją, wywłaszczeniem czy wszelkimi kryzysami. Co ważne, to sposoby i możliwości które od momentu powstania bankowości traktowane są przez te instytucje jako fundament własnego bezpieczeństwa finansowego i jako podstawę swojej płynności. Jednak o działaniach utrzymania wspomnianych możliwości w tajemnicy przed pospólstwem, jak i o reakcji społeczeństwa na obecną sytuację poza Polską napiszę nieco w kolejnym artykule.

WSZYSTKIM CZYTELNIKOM ŻYCZĘ SUKCESÓW, WŁASNOŚCI I WOLNOŚCI, – BO TYLE WOLNOŚCI ILE WŁASNOŚCI!

Wasz

Piotr S. Wajda

  • Fragment artykułu ukazał się w magazynie BUSINESSMAN.PL wydanie nr 9-10(107-108) październik 2016